„Francesca!” – krzyczę, wędrując korytarzami. Tym razem nie podziwiam ścian. To, co wygląda jak żywe gałęzie, sprawia wrażenie, jakby miało mnie zaatakować. Są przytłaczające, a nie piękne. „Proszę, Francesco, mam pytania!”.
„Nie ma powodu do krzyku, pani” – rozlega się za mną kobiecy głos.
Odwracam się gwałtownie i staję twarzą w twarz z młodą, jasnowłosą kobietą. „Gdzie jest Francesca?” – domaga






