Gwałtownie wstaję i ustawiam kanapę między sobą a Francescą.
– Moja droga? – pyta ostro Francesca, pełna fałszywej słodyczy i troski.
– Muszę iść, muszę się obudzić – mówię jej, cofając się w stronę drzwi, które doprowadziły mnie do salonu.
– Droga, wszystko jest w porządku, możesz mi zaufać – próbuje mnie uspokoić, a w jej głosie pobrzmiewa moc.
Nadal cofam się w stronę drzwi. Dlaczego, w imię Bo






