Krople kreśliły ścieżkę wzdłuż ostrych rysów szczęki Juliana, na krótko zatrzymując się w zagłębieniu jego obojczyka, po czym znikały pod kołnierzem szlafroka.
Klapy jego nocnego stroju przy każdym kroku odsłaniały rąbki jego wyrzeźbionej klatki piersiowej, wciąż ozdobionej kroplami wody, które łapały światło słoneczne, rozpraszając drobne fragmenty światła niczym diamenty na jego bladej skórze.
W






