Mocno chwyciłam ramię Arrowa, przyswajając rozgrywającą się przede mną scenę.
Wszędzie w pracowni artystycznej, niegdyś wypełnionej obrazami przedstawiającymi każdy możliwy pejzaż na Ziemi i barwami, które można było wyczarować tylko w wyobraźni, widniały teraz świeże, mokre karmazynowe plamy. W powietrzu gęsto unosił się miedziany i żelazisty zapach.
Zaledwie kilka minut temu Arrow ruszył ku mni






