*Perspektywa Emrysa*
Szkarłat poplamił obie moje dłonie tak, jakbym od początku w ogóle nie miał śniadej skóry. Lepka i ciemna ciecz wciąż była ciepła, mimo zimowego powietrza spowijającego Górę Coves Peak. Przełykając dławiącą potrzebę zaczerpnięcia tchu, podniosłem wzrok.
Śnieg cicho opadał na krajobraz usiany poszarpanymi skałami, które wyrastały ze zbocza góry, a przypominająca puch biel mus






