„Jak twoja rana, Thomasie?” zapytałam, gdy Thomas wszedł do gabinetu Emrysa. Jego sarnie, błękitne oczy były większe niż zazwyczaj, a różowy rumieniec całował grzbiet jego nosa i spływał na lekko piegowate policzki, co nadawało mu wygląd małego chłopca. Zachichotałam, gdy podniósł głowę.
„Oh” – zachichotał nerwowo i podniósł dłoń, by podrapać się ze zdenerwowania po karku, a jego czekoladowobrązow






