Rory
Poranne światło zawsze uderzało w Akademię najpierw przez wschodni łuk, rozlewając się po dziedzińcu treningowym niczym miękki, złoty przypływ. Kilka miesięcy temu ten sam dziedziniec był polem bitwy. Teraz rozbrzmiewał echem śmiechu, stukotem butów i okrzykami instruktorów dodających otuchy, podczas gdy młodsze wilki próbowały opanować dary, których kiedyś bały się ujawnić.
Gdyby ktoś mi pow






