*Rory*
Noc ciągnęła się w nieskończoność, bezkresna i dusząca.
Jedynymi dźwiękami były nasze urywane oddechy i chrzęst liści pod stopami, gdy szliśmy przez gęsty las.
Uścisk Xandera na moim nadgarstku był mocny, niemal do bólu, ale nie narzekałam – potrzebowałam tego. Nogi mnie bolały, płuca płonęły i co rusz miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. A jednak strach pchał mnie naprzód.
Bo to czułam. Coś






