Rory
Zaskoczyło mnie to, jak szybko Akademia, która była niegdyś polem bitwy, mogła znów zacząć brzmieć jak szkoła.
Śmiech dolatywał z dolnego dziedzińca, zanim jeszcze pokonałam główne schody, rozciągając się w porannym świetle i niesiony tym samym wiatrem, który kiedyś przynosił jedynie ostrzeżenia. Ktoś strasznie kiepsko trenował — wywnioskowałam to po pisku, który nastąpił po głuchym uderzeniu






