languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Aeliana Moreau 25 mar 2026

*Rory*

Stałam w kolejce do głównego biura Akademii Azure Crest, ściskając pasek od torby w jednej dłoni i wygładzając zagniecenie na koszuli drugą. Energia wisząca w powietrzu była elektryzująca — studenci ekscytująco paplali, personel biegał w te i we wte, a wszystko przepełniał wyraźny gwar życia, jakiego nie czułam od lat.

To była moja szansa na nowy start.

Tydzień mieszkania w domu Xandera był piekłem. Nawet rano po naszym ślubie w ogóle nie zauważył mojej obecności. Nie zaproponował mi łóżka, ledwo się do mnie odzywał i nie chciał tknąć jedzenia, które dla niego przygotowałam. To było jak życie z duchem.

Ale teraz, stojąc tutaj, w otoczeniu nieznajomych i możliwości, odważyłam się mieć nadzieję, że uda mi się zbudować dla siebie jakieś życie.

— Następny! — zawołała kobieta zza lady, wyrywając mnie z zamyślenia. Podeszłam bliżej i podałam jej swoje nazwisko.

Wręczyła mi szarą kopertę. — Oto pani plan zajęć, przydział do akademika i klucze. Witamy w Akademii Azure Crest, panno Steele. Została pani przydzielona do klas o randze Alfa-Beta, więc proszę się na to przygotować.

Uśmiechnęłam się szeroko. — Dziękuję.

Wychodząc z biura, pozwoliłam sobie na pierwszy głęboki oddech od wielu dni. Uda mi się to. Mogłam żyć tutaj, w akademii, z dala od przytłaczającej ciszy domu Xandera i duszących oczekiwań mojego ojca. Większość uczniów wracała do domów na weekendy, ale nie ja. Już zdecydowałam — zostaję.

Z łatwością znalazłam swój pokój i wsunęłam klucz do zamka. Drzwi zgrzytnęły, a na powitanie odezwał się znajomy głos.

— Nie wierzę! Sama, cholera, Aurora Steele!!

— Mona! — pisnęłam, rzucając torbę i wpadając w jej ramiona.

Mona Macy była moją najlepszą przyjaciółką, odkąd byłyśmy szczeniakami, choć rzadko się widywałyśmy. Pochodziła ze Szmaragdowej Watahy — watahy Xandera, a ja ze Śnieżnej Watahy, i ze względu na ograniczenia nakładane przez mojego ojca, spotkania były niemal niemożliwe.

Choć nasze watahy ze sobą sąsiadowały, prawie w ogóle jej nie widywałam.

Teraz, widząc ją z jej długimi, czarnymi włosami kaskadą opadającymi na plecy, odważnymi okularami na nosie i tym charakterystycznym, pewnym siebie uśmiechem, poczułam się, jakby ktoś położył balsam na moją duszę.

— Spójrz tylko na siebie! — powiedziała, trzymając mnie na odległość ramion. — Wyglądasz niesamowicie! I o mój Boże, jesteśmy współlokatorkami! Ten rok będzie epicki!

Roześmiałam się; jej zaraźliwa energia w mig poprawiła mi nastrój. — Sama nie mogę w to uwierzyć. Naprawdę spędzimy razem cały rok!

Mona chwyciła mnie za ręce i zaczęła podskakiwać. — Będziemy się tak świetnie bawić! Imprezy, wymykanie się do miasta, łamanie ciszy nocnej, randkowanie z gorącymi facetami...

— Nie zapędzajmy się — powiedziała ze śmiechem. — Muszę się zachowywać. Zapomniałaś, że jestem teraz mężatką?

Jej ekscytacja przygasła, gdy jej wzrok spoczął na pierścionku na moim palcu. — Racja. Słyszałam o tym.

Prychnęła i skrzyżowała ramiona na piersi. — Słuchaj, bez urazy, ale chodzą słuchy, że Xander jest w kurwę załamany faktem, że musiał wziąć ślub. Wciąż wzdycha do twojej siostry.

Wzdrygnęłam się na jej bezpośredniość, ale udało mi się wzruszyć ramionami. — W porządku. Przecież ja też tego nie wybrałam.

Mona przewróciła oczami. — Cóż, to oczywiste. Poza tym widziałam go wcześniej z Lilith. Wyglądali na bardzo zżytych ze sobą.

Zamarłam. — Z Lilith?

— Tak, z Lilith. Córką naszego Bety? Myślałam, że ją znasz?

Powoli skinęłam głową. Lilith była najlepszą przyjaciółką Eden. I podczas gdy Eden była dla mnie okrutna, Lilith zawsze odnosiła się do mnie z życzliwością. Była jedyną osobą w ich małej grupie, która kiedykolwiek traktowała mnie tak, jakbym miała jakiekolwiek znaczenie.

Mona machnęła lekceważąco ręką. — Nieważne. Nie myślmy o nich. W tym roku liczymy się my!

Wymusiłam uśmiech i zaczęłam się rozpakowywać. Ale kiedy wyciągałam sweter, nagle poczułam ścisk w żołądku.

— O nie — mruknęłam.

— Co się stało? — zapytała Mona, zaglądając mi przez ramię.

— Zapomniałam swojego lekarstwa.

Jej twarz spoważniała. — Jakiego lekarstwa? Jesteś chora?

Szybko pokręciłam głową. — Nie, to nic takiego. Nie przejmuj się.

Nie wyglądała na przekonaną, ale odpuściła.

Postanowiłyśmy pójść do stołówki na lunch, rozmawiając po drodze o zajęciach i planach. Mona zachowywała się jak zwykle: była pyskata i przykuwała uwagę swoim odważnym stylem oraz głośną osobowością. Mi wystarczało po prostu słuchanie, a jej energia pozwalała mi oderwać się od własnych myśli.

Ale kiedy weszłyśmy do stołówki, moje serce się zatrzymało.

Był tam Xander.

Siedział przy stoliku z Lilith; oboje pochylali się ku sobie w trakcie rozmowy. Wciągnęłam z sykiem powietrze, a żołądek zwinął mi się w supeł.

Mona szturchnęła mnie łokciem. — Widzisz? Bardzo zżyci.

Zmusiłam się do wzięcia głębokiego oddechu. Nie spodziewałam się, że go tu zobaczę. Z jakiegoś powodu wmówiłam sobie, że jego obowiązki jako przyszłego Alfy będą trzymać go z daleka. Ale oczywiście on wciąż był uczniem. Jasne, że tu był.

Spojrzałam na nich ponownie, wmawiając sobie, że to nie jest to, na co wygląda. Lilith nie była taką osobą. Była dobra i lojalna. Była najlepszą przyjaciółką Eden. Na pewno tylko się pocieszali.

Nie to, żeby mnie to obchodziło.

Mona musiała wyczuć mój dyskomfort, bo jej ton złagodniał. — Hej. Byłam tak pochłonięta tym wszystkim, że nawet nie zapytałam... jak się trzymasz? Tak na poważnie? Wiem, że Eden była wrzodem na tyłku, ale wciąż była twoją siostrą. Wszystko z tobą w porządku?

Zawahałam się, po czym skinęłam głową. — Boli, ale nic mi nie jest. Ja po prostu... chcę oczyścić swoje imię. Wszyscy, a zwłaszcza Xander, myślą, że ją zabiłam.

Oczy Mony rozszerzyły się. — Co? Dlaczego?

Westchnęłam. — To ja znalazłam jej ciało. Jakiś wilk z patrolu zobaczył, jak nad nią stoję, i teraz wszyscy zakładają najgorsze. Nawet nie wiem, dlaczego tamtej nocy poszłam w tamtą część lasu, ale cieszę się, że niczego nie dotknęłam. Nie było na mnie krwi ani żadnych dowodów na to, że miałam z tym coś wspólnego. Ale wiesz, te plotki...

— To okropne — powiedziała Mona, a w jej głosie brzmiało współczucie. — Nie zasługujesz na to.

Wzruszyłam ramionami. — W porządku. Dowiem się, co się naprawdę wydarzyło. Eden i ja nie dogadywałyśmy się, ale ona zasługuje na sprawiedliwość.

Mona nagle się uśmiechnęła. — Epicko! Pierwszy punkt na liście na nasz pierwszy rok — rozwiązać zagadkę morderstwa!

Przewróciłam oczami, ale jej entuzjazm był zaraźliwy.

Kiedy stałyśmy w kolejce, nagle poczułam słabość. W głowie mi się zakręciło, a w gardle czułam suchość. Sięgnęłam w stronę lady, by utrzymać równowagę.

— Nic ci nie jest? — zapytała Mona ze szczerą troską w głosie.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, w powietrzu zabrzmiał nowy głos.

— No proszę, czy to nie pani Grayson? Miło wreszcie cię poznać, kiedy jesteś na trzeźwo. — Podniosłam wzrok i zobaczyłam przystojnego, czarującego mężczyznę, który uśmiechał się do mnie. Wyciągnął rękę. — Jestem Matt, za kilka miesięcy zostanę nowym Betą w Szmaragdowej Watasze.

Zamrugałam. — Och. Jesteś bratem Lilith.

— I najlepszym przyjacielem Xandera — dodał z jeszcze szerszym uśmiechem.

Dotarło do mnie, kim jest. To był ten sam mężczyzna, który pomógł mi w dniu ślubu, zanosząc mnie na kanapę. Moje policzki oblały się rumieńcem, gdy się przedstawiłam.

— Miło cię oficjalnie poznać — powiedziała.

— Wzajemnie. Jakbyś czegoś potrzebowała, daj znać — powiedział i puścił mi oko, po czym odszedł.

Mona uniosła brew. — Cóż, to było ciekawe.

Spojrzałam na Xandera i przyłapałam go, jak patrzy na mnie z gniewem. Wzruszyłam ramionami. — Po prostu był miły.

— Miły na tyle, żeby zaciągnąć cię do łóżka — zażartowała, a ja sapnęłam ze zgrozą.

— Mona, przestań! — Zaśmiałam się jednak. — Ja jeszcze z nikim nawet...

Jej oczy się rozszerzyły. — Tylko mi nie mów, że ten gorący Alfa jeszcze się z tobą nie połączył! — sapnęła teatralnie, a ja zakryłam jej usta dłońmi.

— Zamknij się!

Widziałam pytania wirujące w jej oczach, ale osłabienie znów we mnie uderzyło, tym razem silniej. Moje nogi zadrżały, a ja się zachwiałam. Mona chwyciła mnie za ramię i poprowadziła do najbliższego stolika.

— Z drogi! — warknęła na siedzących tam uczniów. — Musi usiąść.

W ciągu kilku sekund Xander znalazł się u mojego boku. Nie wiedziałam dlaczego ani jak udało mu się tak szybko tu dotrzeć. Ale wydało mi się to dziwne. Przez cały tydzień na mnie nie spojrzał, a teraz nagle go to obchodziło?

— Co z nią? — zażądał.

Mona spojrzała na niego, a jej brwi ściągnęły się gniewnie. — Nie wiem. Wspomniała coś wcześniej o jakimś lekarstwie.

Xander chwycił mnie za nadgarstek, a jego dotyk był stanowczy i gorący na mojej skórze. W chwili, gdy nawiązał kontakt fizyczny, coś we mnie drgnęło.

Obecność, którą ledwo znałam, przebudziła się, wyjąc z uznania. W klatce piersiowej poczułam mrowienie; moje ciało reagowało na coś pradawnego i pierwotnego.

Odetchnęłam głośno, gdy zdałam sobie sprawę, co to było.

Ostatnia myśl, jaka przeszła mi przez głowę, zanim ogarnęła mnie ciemność, była jasna i niezaprzeczalna.

Xander. Mój przeznaczony.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Żal Alfy: Jego Przebudzona Partnerka | StoriesNook