languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Moreau 25 mar 2026

*Rory*

Przyznaję, gardziłam moją siostrą.

Ale nie zabiłam tej suki.

Odkąd byłam mała, zawsze mnie dręczyła — ciągnęła mnie za włosy, wyzywała i ogólnie uprzykrzała mi życie.

Zrobiło się jeszcze gorzej, gdy dorosłyśmy i zaczęłyśmy nabierać kobiecych kształtów. Kiedy moje piersi urosły, a jej nie, kiedy moje ciało nabrało krągłości, a jej tylko nieznacznie, kiedy moje policzki zaokrągliły się na tyle, by pasować do dzikiej objętości moich kręconych, brązowych włosów, podczas gdy jej pozostawały płaskie i bez życia, dopóki nie doczepiła sobie pasm — wydawało się, jakby moje istnienie stało się dla niej osobistą obelgą. Sytuację pogarszał fakt, że była ode mnie starsza.

Nazywała mnie grubą i brzydką, a jej ostre słowa raniły mnie głębiej, niż kiedykolwiek dałam po sobie poznać, nawet wtedy, gdy przeszłam na głodówkę, by udowodnić jej, że się myli. Pewnego dnia zemdlałam w kuchni Domu Alfy, a moje ciało błagało o jedzenie. Kiedy nikt poza moją pokojówką nawet nie mrugnął okiem w moją stronę, to był dzień, w którym postanowiłam, że nie obchodzi mnie już, co myśli Eden.

To był również dzień, w którym skończyłam szesnaście lat i otrzymałam mojego wilka. Albo raczej dowiedziałam się, że mam wilka, którego nigdy nie poznam. Mój ojciec zadbał o to, podając mi pierwszą dawkę codziennego lekarstwa, które miało utrzymać mnie przy życiu, a Eden chłonęła każde jego słowo.

— Biedna Aurora — mawiała z drwiną. — Jak to jest być bezwilczym dziwadłem? Czy to boli, wiedzieć, że jesteś wstydem dla watahy?

Jej kpiny nie znały granic, a reszta stada wkrótce poszła w jej ślady. Bezwilczy wilkołak i tak był abominacją. Poza tym, skoro faworyzowana córka Alfy uznała mnie za bezwartościową, to kim oni byli, by z nią dyskutować?

Eden była utrapieniem.

Ale nawet nie tknęłam jej palcem.

Jej były chłopak — a obecnie mój mąż — uważał inaczej.

Nawet teraz, gdy jechaliśmy w milczeniu na tylnym siedzeniu limuzyny, Xander usiadł tak daleko ode mnie, jak to tylko było możliwe. Wpatrywał się w okno z zaciśniętą szczęką, odmawiając zauważenia mojej obecności.

Byłam zdenerwowana. Xander był wilkiem o statusie Alfy, przeznaczonym do przejęcia władzy nad swoim stadem za zaledwie kilka miesięcy, kiedy skończy dwadzieścia jeden lat. Był silny, potężny i niebezpiecznie atrakcyjny — był wszystkim tym, czym ja nie byłam. I choć u zmiennokształtnych rzadko zdarzało się być dziewicą po szesnastym roku życia, ja w wieku osiemnastu lat wciąż nią byłam.

Ale nikt nie chciał „chorej”, podobno bezwilczej dziewczyny. Nie żebym ja chciała któregokolwiek z nich. Miałam nadzieję na znalezienie mojego przeznaczonego, ale teraz ta nadzieja przepadła, skradziona przez to zaaranżowane małżeństwo.

Załamywałam dłonie, myśląc o tym, co powiedziała mi pokojówka podczas układania włosów — o tym, co dzieje się podczas nocy poślubnej. Było to najlepsze zastępstwo dla matczynej „pogadanki uświadamiającej”, na jakie mogłam liczyć.

Czy Xander... połączy się ze mną?

— Przestaniesz się na mnie gapić? — warknął ostro Xander. Jego przenikliwe, niebieskie oczy na chwilę spoczęły na mnie, po czym znów uciekły w stronę okna. — To kurewsko irytujące i przerażające.

— Przepraszam — powiedziałam szybko, cichym głosem. — Po prostu... po prostu...

— Po prostu co? — zażądał, a jego ton był przesiąknięty irytacją, gdy w końcu odwrócił się w moją stronę.

Wstrzymałam oddech, kiedy napotkałam jego spojrzenie. Jego oczy były jak lód, który przewiercał mnie na wylot.

— Nie byłam pewna, jak potoczy się reszta nocy — przyznałam, patrząc na swoje dłonie. — Nigdy wcześniej tego nie robiłam.

Prychnął, a jego wargi wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu. — Czego, nie brałaś ślubu? Nie trzeba być geniuszem, by to ogarnąć.

— Nie, mam na myśli... — Zawaham się. — To, co robią małżeństwa.

Wpatrywałam się w swoje dłonie, obracając obrączkę ślubną, która była zdecydowanie za ciasna; ewidentnie zrobiona na delikatne palce mojej siostry.

Jego wyraz twarzy pociemniał, a irytacja przerodziła się we wściekłość. — Kobieta, którą kocham, leży w grobie przez ciebie, a ty naprawdę siedzisz tu i pytasz mnie o seks?

Jego głos rozległ się echem w ograniczonej przestrzeni, a moje serce podskoczyło. Jego oczy płonęły gniewem, a pięści spoczywające na udach zacisnęły się w supeł.

— Xander, ja nie... — zaczęłam drżącym głosem.

— Nie, wyjaśnijmy sobie jedną rzecz — warknął, pochylając się w moją stronę. Gorąc bijący od niego był duszny, a jego ton ociekał jadem. — Nigdy cię nie tknę. I tak jesteś obrzydliwa.

Przeszył mnie wzrokiem, zlustrował moją jedwabistą, białą sukienkę — zastępstwo dla ciężkiej sukni ślubnej — i zatrzymał się na luźnym loku okalającym moją twarz. Jego warga wykrzywiła się z pogardą.

— Jedynym powodem, dla którego kiedykolwiek bym cię naznaczył, jest to, że będę musiał to zrobić, przejmując pozycję Alfy. I uwierz mi, Auroro, to będzie najgorszy dzień w moim życiu.

Jego słowa zabolały bardziej niż powinny, a coś głęboko we mnie — pustka, o której istnieniu nawet nie wiedziałam — nieznacznie się poruszyło.

Ale to, co poczułam, to... ból. To bolało. Jego słowa bolały bardziej, niż powinny.

W życiu nazywano mnie gorzej. A jednak z jakiegoś powodu to, że te słowa padły z ust Xandera, sprawiło, że poczułam... smutek.

Szybko otarłam łzę, zanim zdążył zobaczyć, jak spada, po czym spojrzałam za okno.

Skinęłam głową, uznając tę rozmowę za zakończoną.

— Rozumiem — powiedziałam cicho, ucinając temat.

Xander nie odezwał się już ani słowem. Nawet na mnie nie spojrzał, gdy zatrzymaliśmy się przed jego domem.

Dom był odizolowany, znajdował się z dala od głównego budynku stada i posiadłości Alfy. Słyszałam, jak Eden zachwycała się tym, jak bardzo go kochała — cichy, prywatny, idealne schronienie.

Xander na mnie nie czekał. Wszedł do środka bez słowa, zostawiając mnie samą z moimi torbami. Kierowca posłał mi współczujące spojrzenie i zaoferował pomoc, ale odprawiłam go machnięciem ręki.

— Wszystko w porządku — powiedziałam cicho, pustym głosem.

Wciągnęłam swoje torby do środka, chłonąc chłodną, pustą ciszę domu. Xandera nigdzie nie było widać. Nie pofatygował się, by powiedzieć mi, gdzie będę spać, ale to nie miało znaczenia. Znalazłam kanapę w salonie i zapadłam się w jej pluszowe poduszki.

Siedząc tam, gdy ogarniało mnie wyczerpanie i rozpacz, trzymałam się jednej myśli, która wciąż dawała mi nadzieję:

Za tydzień miałam zacząć naukę w Akademii Azure Crest. Będę daleko od mojego okrutnego męża, daleko od tego zimnego, pustego domu i daleko od duszącego uścisku mojego ojca.

I może, tylko może, zdołam znowu odnaleźć jakiś kawałek samej siebie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Żal Alfy: Jego Przebudzona Partnerka | StoriesNook