*Rory*
Krew.
Było to jedyne, co mogłam poczuć, kiedy las w końcu znów ucichł. To nie był ostry, miedziany zapach zadrapania czy skaleczenia – był gęsty i przytłaczający, wystarczający, by wywrócić mi żołądek. Mona leżała płasko na ziemi, dłonie Dhary były przyciśnięte do jej żeber, Matt kucał obok niej z krwią rozsmarowaną na przedramionach. Jej koszula została rozcięta, a każdemu płytkiemu uniesi






