W cichym hotelowym pokoju minęło kilka minut. Vance trwał w bezruchu, bojąc się, że jakikolwiek ruch mógłby zakłócić kruchy spokój Rowan. Jej oddech się uspokoił, ale skóra wciąż płonęła gorączką przy jego piersi.
– Vance.
Jej głos był tak cichy, że przez chwilę myślał, iż go sobie wyobraził.
Pochylił się. – Jestem tutaj – mruknął, a ulga zalała go w tej krótkiej chwili jej przytomności.
Jej powie






