— Idź już — powiedziałam do Corbina łagodniejszym głosem. — Dam sobie radę.
Corbin skinął głową. Wtedy odwróciłam się i niespiesznie ruszyłam w stronę wejścia.
W sali egzaminacyjnej stukałam ołówkiem o ławkę, rozglądając się dookoła. Powietrze było gęste od niepokoju — dziesiątki uczniów pochylało się nad arkuszami, ich czoła błyszczały od potu, a ołówki gorączkowo poruszały się po papierze. Zegar






