Biorąc łyk soku pomarańczowego, pochyliłam się ku Vance’owi. — Wie pan — powiedziałam swobodnie — ten łysy facet dwa stoliki za panem obserwuje pana, odkąd usiedliśmy. Jego prawa ręka co chwilę wędruje w stronę marynarki – zgaduję, że ma tam kaburę wewnętrzną.
Wyraz twarzy Vance'a nie zmienił się, ale jego oczy lekko się zwęziły. Zamiast się odwrócić, po prostu sprawdził zegarek.
— Może podziwia m






