PUNKT WIDZENIA LYRAEI
Moje usta wciąż były otwarte z szoku, gdy podszedł do mnie Alfa Luthier.
– Hej, Lyraea – uśmiechnął się do mnie.
Nie wiedziałam, czy powinnam odwzajemnić powitanie, czy choćby się uśmiechnąć.
Ale zaraz potem skarciłam się w duchu za tak głupie myśli.
Skoro Varkon mógł robić z Morwenną co mu się żywnie podobało, ja mogłam robić to samo.
– Witaj, Alfo Luthierze. Nie wiedziałam,






