Morwenna szła ścieżką, przy której spoczęły ciała jej rodziców, bez służących w zasięgu wzroku.
Zgodnie z rutyną towarzyszącą każdej jej wizycie, zostawiła ich z tyłu, wymawiając się potrzebą samotności.
Oczywiście nie było to do końca prawdą, że chodziło tylko o samotność.
Część powodu, dla którego musiała przyjść sama, stała właśnie przy wielkim dębie, wpatrując się w przestrzeń.
Niczym w grze,






