Słońce zeszło nisko na niebie, rzucając złocisty blask na siedzibę watahy Sanguilune. Po tygodniach wojny i odbudowy w powietrzu wreszcie dawało się odczuć spokój. Był on kruchy, lecz obecny – cichy szum nadziei, który niósł się przez watahę. Wojownicy chodzili lżejszym krokiem, szczenięta bawiły się bez strachu, a zapach świeżo pieczonego chleba mieszał się z ziemistym aromatem okolicznego lasu.






