languageJęzyk
Strona główna/Łobuz/Prześladowana partnerka Alfy/Rozdział 1: Życie w koszmarze

Rozdział 1: Życie w koszmarze

Autor: Ravenna Black15 cze 2026

Perspektywa Elory

Ocknęłam się gwałtownie z powodu ostrego bólu w boku; czułam się, jakby przejechała mnie rozpędzona ciężarówka. Nie minęło dużo czasu, gdy rozsadzający ból głowy sprawił, że jęknęłam z cierpienia.

Spróbowałam się poruszyć, ale dźwięk przesuwającego się pode mną szkła zmusił mnie do znieruchomienia. Zamrugałam, a moje oczy powoli przyzwyczajały się do przyćmionego światła i odoru alkoholu oraz nędzy. Szybko zdałam sobie sprawę, że leżę na zimnej, twardej podłodze w salonie, usianej odłamkami potłuczonego szkła.

Mój ojciec...

Był wczoraj w domu…

„Ty mała dziwko!” Głos ojca zadudnił mi w uszach, głośny i bełkotliwy; w dłoniach trzymał pustą butelkę whisky. „Gdzie są pieniądze? Wiem, że pracujesz w tej durnej restauracji! Dawaj forsę!”

„Nie mam żadnych pieniędzy” – wyłkałam, próbując zachować odwagę, ale oboje wiedzieliśmy, że to tylko pozory.

„Kłamczucha!” – wrzasnął i pchnął mnie mocno w klatkę piersiową, a siła uderzenia rzuciła mną o podłogę. „Nie waż się kłamać ojcu, ty suko!”

„Nie kłamię, przysięgam!” W tamtym momencie nie byłam w stanie go powstrzymać, gdy chwycił mnie za włosy i szarpnął z podłogi w górę. „Proszę! To boli!”

Ale moje słowa trafiały w próżnię. „Odwróć się”.

„Przysięgam, nie mam żadnych pieniędzy!” – upierałam się, choć całe moje ciało drżało gwałtownie, gdy brutalnie przeszukiwał moje kieszenie. Moje usta trzęsły się niekontrolowanie, dopóki nie przygryzłam ich tak mocno, że poczułam krew. To jednak nie powstrzymało go przed splądrowaniem mojego pokoju, bez cienia szacunku dla mojej prywatności.

Znalazł pieniądze wewnątrz poszewki materaca – łącznie trzydzieści pięć dolarów, które dostałam jako napiwek w restauracji po wielu godzinach stania na nogach.

„Ty pieprzona kłamczucho!” Tym razem nie zauważyłam butelki spadającej na moją głowę.

Poczułam jednak uderzenie szkła o potylicę i usłyszałam, jak rozpryskuje się przy kontakcie. W głowie mi zawirowało; zdrętwiała z bólu, a przed oczami zatańczyły mi mroczki.

Rzucił do połowy rozbitą butelkę na podłogę obok mnie, sprawiając, że wzdrygnęłam się, jakby przed chwilą nie skatował własnej córki. Potem wyszedł z domu, zabierając ze sobą moje tygodniowe oszczędności i nie dbając o to, że ja i jego mały syn nie będziemy mieli co jeść przez resztę tygodnia.

Teraz zamrugałam, próbując odpędzić otępienie, i położyłam dłoń na czubku głowy, tłumiąc krzyk agonii, gdy ból przeszył mnie niczym igła wwiercająca się w czaszkę.

Łzy spływały mi po twarzy, gdy usiadłam na podłodze, patrząc na otaczający mnie nieład. Musiałam to posprzątać… Musiałam dopilnować, by na podłodze, w całym domu, nie został żaden ślad po minionej nocy…

Nie mogłam sobie na to pozwolić… Nie mogłam pozwolić, by Leo dowiedział się, jak źle się porobiło.

Wstanie z podłogi wymagało ode mnie nadludzkiego wysiłku. Całe moje ciało drżało i bolało, co uświadomiło mi, że ojciec musiał mnie jeszcze kopać, gdy straciłam przytomność.

Gorycz i śmiech wyrwały się z moich ust, gdy dotarł do mnie ogrom jego okrucieństwa, ale co mogłam zrobić? Mój ojciec nie ukrywał, że szczerze mnie nienawidzi, a udręka tylko przybrała na sile, odkąd moja matka zmarła przy porodzie mojego młodszego brata, Leo.

Teraz wstałam na niepewnych nogach, z głową wirującą od wysiłku, starając się ze wszystkich sił nie nadepnąć na odłamki szkła. Ból był ostry, ale nauczyłam się go tłumić. Nie mogłam pozwolić, by wyszedł na jaw.

Leo. On był bezpieczny. Ukrył się w swoim pokoju, tam, gdzie nie mógł widzieć ani być widzianym. Nie zniosłabym myśli, że znowu musiałby być świadkiem czegoś takiego. Prawie słyszałam, jak woła mnie po imieniu, pytając, czy wszystko w porządku, czy nic mi nie jest.

Ale nie było. Ani trochę. Jednak jak miałam to powiedzieć pięciolatkowi? Jak miałam dzielić się swoim bólem z kimś, kto ledwo rozumiał, dlaczego to wszystko się dzieje?

Doczłapałam do swojego pokoju, przygryzając wargę, by nie krzyknąć. Podłoga była zimna pod moimi bosymi stopami. Zrobiłam jeden ostrożny krok w stronę łazienki. Lustro odbijało twarz, której nie poznawałam – opuchnięte oczy, splątane włosy, popękane usta. Ręce mi drżały, gdy odkręciłam wodę i ochlapałam twarz. Chłód nie przyniósł ukojenia; już nic nie przynosiło ukojenia. Ale nie mogłam tak zostać.

Musiałam działać. Musiałam iść dalej ze względu na Leo. Dla jego przyszłości.

Gdy zimna woda zrobiła swoje, wróciłam chwiejnym krokiem do pokoju i pogrzebałam w stercie starych ubrań w komodzie, znajdując coś w miarę przyzwoitego do szkoły. Zwykła koszulka, stare dżinsy i trampki. Od miesięcy nie miałam czasu na zakupy – ojciec dbał o to, bym nie miała nic, a nawet ubrania, które nosiłam, były z drugiej ręki, kupione w sklepie z używaną odzieżą. To nie miało znaczenia. Włożę je i będę żyć dalej. Musiałam.

Bo jeśli istniała jakakolwiek szansa, by wyrwać się z tego podłego miasta, z tej okropnej okolicy… to wykorzystam każdą okazję. Na razie musiałam zdobyć dyplom ukończenia szkoły średniej i dopilnować, by trzymać się z dala od kłopotów najlepiej jak potrafię, bo mój ojciec narobił ich już wystarczająco dużo.

Gdy się ubrałam i spojrzałam w lustro, obraz, który zobaczyłam, przeraził nawet mnie. Byłam blada jak trup, a ciemny siniak na policzku wymagał zakrycia. I tak byłam już w szkole dziwadłem, którego ojciec jest hazardzistą i pijakiem. Nie potrzebowałam ogłaszać całemu światu, że jestem też ofiarą przemocy.

Użyłam więc jedynego podkładu, jaki udało mi się kupić w tanim sklepie, by zakryć sińca. Niewiele to pomogło, ale wystarczyło.

Spoglądając w lustro po raz ostatni, przykleiłam swój najlepszy uśmiech, jakby to mogło pomóc mi oszukać samą siebie, że moje życie nie rozpada się w kawałkach, że ja sama nie pękam w szwach…

W takich chwilach desperacko pragnęłam, by mama wciąż żyła, by nie zostawiała mnie samej na tym świecie, z małą duszyczką, którą przysięgłam chronić do samego końca.

Ale odrzuciłam tę myśl. Mamy już nie było, była teraz w niebie, bezpieczna i szczęśliwa… z dala od udręk zadawanych przez człowieka, którego kiedyś tak bardzo kochała, a który teraz zmienił się w potwora.

Dlaczego? To pytanie zadawałam sobie częściej, niż byłam w stanie zliczyć. Wiedziałam jednak, że odpowiedzi nie nadejdą.

Dlaczego moja matka musiała umrzeć tak wcześnie?

Dlaczego mój ojciec nagle stał się tym nałogowym hazardzistą… tym alkoholikiem… tym… potworem?

I co najważniejsze… dlaczego tak bardzo mnie nienawidził?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: Rozdział 1: Życie w koszmarze - Prześladowana partnerka Alfy | StoriesNook