languageJęzyk

Rozdział 2: Życie dla Niego

Autor: Ravenna Black15 cze 2026

Perspektywa Elory

Następnie weszłam do kuchni, wiedząc już, co tam zastanę. Dom był w ruinie. Zawsze tak wyglądał, gdy ojciec wychodził. Puste butelki walały się po salonie, a na podłodze leżało potłuczone szkło w miejscu, gdzie w furi rzucił czymś o ziemię. Odór alkoholu i nędzy unosił się w powietrzu, więc musiałam otworzyć kilka okien, żeby wpuścić trochę świeżości.

Posprzątanie pokoju w dwadzieścia minut nie było najtrudniejsze; wyzwaniem było zachowanie przytomności i to, żeby się nie przewrócić. Całe ciało mnie bolało i czułam, że we włosach mam zaschniętą krew po wczorajszym urazie. Nie miałam jednak czasu ani luksusu, by wziąć prysznic. Musiałam się spieszyć, szkoła zaraz się zaczynała, a jako stypendystka nie mogłam sobie pozwolić na nieobecności.

Zatem bez dalszych skarg zaczęłam sprzątać dom najlepiej jak potrafiłam. Ręce mi drżały, całe ciało było odrętwiałe, jakbym zderzyła się z ciężarówką, ale wiedziałam, że nie mogę przestać.

Znalazłam resztki moich oszczędności – zaledwie kilka pogniecionych banknotów. Ojciec zabrał wszystko, oczywiście. Zawsze to robił. Oszczędzałam, żeby kupić jedzenie na resztę tygodnia, by mieć na śniadanie i kolację coś innego niż tanie zupki chińskie. Ale teraz… wszystko przepadło.

Wypuściłam z siebie krótki, gorzki śmiech, wsuwając resztkę pieniędzy do kieszeni. Będę musiała znaleźć sposób, żeby wyciągnąć więcej z napiwków w pracy, bo inaczej nie będziemy mieli co do garnka włożyć.

Otwarcie lodówki przyniosło kolejną falę rozczarowania. I tak nie było tam wystarczająco dużo produktów na pełne śniadanie. Planowałam podzielić to, co zostało, ale kiedy z pustego poza tym opakowania spojrzała na mnie jedna jedyna kromka chleba… wiedziałam, że dzisiaj to ja zostanę bez śniadania.

Zrobiłam więc dla Leo kanapkę z masłem orzechowym, wyskrobując resztki ze ścianek słoika, i nalałam mu do szklanki ostatnią kroplę mleka. Nie musiał wiedzieć, że mnie nie stać dziś na jedzenie. Nie powinien.

Weszłam do jego pokoju, cicho pukając do drzwi. Leżał zwinięty w kłębek na łóżku, przytulając poduszkę do piersi, podczas gdy druga leżała na jego uszach. Na ten widok zadrżały mi wargi. Musiał słyszeć wczorajszą awanturę… musiał się tak bardzo bać…

Zawsze łamało mi to serce, że nie mogłam go pocieszyć. Ale przynajmniej jeśli zamykałam go w pokoju, pozostawał bezpieczny. A zrobiłabym wszystko na świecie, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo.

– Leo? – zawołałam, odchrząkując, by mój głos nie brzmiał tak chrapliwie. – Czas wstawać.

Poruszył się, jego małe ciało przesunęło się na łóżku. – Elora? – Jego głos był stłumiony i słyszałam w nim niepokój.

– Tak, to ja. Wstawaj, kochanie. Czas do szkoły.

Leo usiadł szybko, przecierając oczy. Nie zadawał pytań, ale to nie znaczyło, że nie wiedział, co działo się za jego drzwiami. Może wiedział, że gdyby zapytał, nie miałabym dla niego odpowiedzi. Jego wzrok spoczął na sińcu na moim policzku, ale nic nie powiedział.

Zamiast tego spuścił wzrok, a jego wargi lekko zadrżały, jakby powstrzymywał szloch.

Patrzenie na niego w takim stanie coś we mnie złamało, nie wiedziałam, co powiedzieć ani co zrobić. Wiedziałam tylko jedno – nie mogłam się teraz rozkleić. Nie przy nim. W końcu to on był powodem, dla którego wciąż żyłam, powodem, dla którego wciąż parłam naprzód.

Wstał i w rekordowym tempie ubrał się, a ja podałam mu śniadanie. Jego twarz rozjaśniła się, mimo że na talerzu był tylko jeden tost, a mleko ledwo sięgało połowy szklanki; nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Był taki młody, taki niewinny, a ja zrobiłabym wszystko, by chronić ten uśmiech.

– A ty nie jesz? – zapytał, patrząc na pusty stół z brwiami ściągniętymi w skupieniu.

– Już jadłam, skarbie – skłamałam, dbając o to, by mój uśmiech wyglądał na jak najbardziej szczery. Przytaknął i uśmiechnął się, biorąc kolejny kęs.

Gdy skończył, sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam ostatnie grosze – tych kilka banknotów, którymi ojciec tym razem się nie zainteresował. Nie było tego dużo, ale musiało wystarczyć. – Masz – powiedziałam cicho, podając mu pieniądze. – Wiem, że to niewiele. Ale… kup sobie coś dobrego na lunch, dobrze?

Oczy Leo złagodniały. – Dzięki, siostrzyczko.

Uśmiechnęłam się tylko i pocałowałam go w czoło, biorąc go za rękę i prowadząc do wyjścia.

– Gotowy? – zapytałam, wsuwając buty, które były zniszczone nie do poznania.

Skinął głową, zakładając swoje buty, podczas gdy ja chwyciłam wysłużoną torbę. Zamknęłam za nami drzwi, przekręcając klucz, i ruszyliśmy popękaną kamienną ścieżką przed dom. Trawnik był teraz pełen chwastów i zarośnięty, tak jak od czasu śmierci mamy – nie miałam już czasu ani sił, by o niego dbać.

Droga do szkoły była długa, a ja czułam, jak ciężar mojego ciała spowalnia każdy mój krok. Raz po raz zerkałam na Leo, żeby upewnić się, że wszystko u niego w porządku.

Nienawidziłam tego, że musi iść ze mną, zamiast jechać autobusem z kolegami. Ta część dzieciństwa, która powinna być beztroska… nienawidziłam tego, że nie mogłam dać mu nic więcej.

Kiedy dotarliśmy pod jego szkołę, upewniłam się, że wszedł do środka, zanim ruszyłam dalej. Przystanęłam na chwilę przy wejściu, obserwując go przez szklane okna, aż zniknął w drodze do klasy.

Gdy dotarłam do bramy mojej szkoły, mając do niej zaledwie kilka kroków, poczułam, jak wycieńczenie przenika aż do szpiku kości. Ciało rwało mnie po trudach nocy, a w żołądku burczało tak głośno, że przypomniało mi nie tylko o pominiętym śniadaniu, ale i o wczorajszej kolacji.

Zanim jednak zdążyłam się nad tym zastanowić, powietrze przeciął pisk opon o asfalt, wyrywając mnie z zamyślenia. Ten dźwięk był przeraźliwy, nienaturalny, jak krzyk, i natychmiast ścisnął mi serce trwogą. Był zbyt głośny, zbyt nagły.

– Zjeżdżaj z drogi, ty głupia suko!

Odwróciłam się w samą porę, by zobaczyć błysk świateł, który zamazał wszystko przed moimi oczami. Serce waliło mi o żebra, dech uwiązł w gardle. Zatoczyłam się, próbując zejść z drogi, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg, gdy kolana ugięły się pode mną. W następnej sekundzie uderzyłam o asfalt; ciało się poddało, dłonie otarły się o szorstki beton, a przeszywający ból towarzyszył mi przy upadku.

A potem zapadła cisza.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2: Życie dla Niego - Prześladowana partnerka Alfy | StoriesNook