Perspektywa Elory
Kiedy Vivienne podniosła wieczko pudełka, poczułam, jak wilgotnieją mi dłonie. Spędziłam całe dnie na zamartwianiu się, czy jej się spodoba, czy to wystarczy, czy może to przesada. Chwila ciągnęła się w nieskończoność, gdy wyciągała delikatną perłową bransoletkę z bibułki, a jej palce gładziły drobne paciorki.
— Eloro — powiedziała cicho, szeroko otwierając oczy, gdy się do mnie






