Z perspektywy Sienny
Szłam przed siebie nawet wtedy, gdy Nate już zniknął. Korytarze domu ciągnęły się w nieskończoność, jeden po drugim, a marmurowe podłogi lśniły pod moimi bosymi stopami. Cisza była zbyt ciężka, napierała na moje uszy, aż niemal słyszałam bicie własnego serca. Próbowałam je uspokoić, ale nie chciało zwolnić. Wspomnienie jego słów unosiło się w mojej piersi jak dym. Nienawidziła






