Rozdział osiemdziesiąty czwarty
•SEBASTIAN•
Zamrugałem, powracając do świadomości, a ciężar trwającego śledztwa znów przygniótł moją klatkę piersiową. Poranne słońce przenikało przez zasłony, rzucając łagodną poświatę na pokój – stanowiło to ostry kontrast do mojego zmąconego umysłu. Zerknąłem na Vivienne, która wciąż spała spokojnie obok mnie; jej rysy były pogodne, a twarz odprężona, gdy cicho p






