languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Seraphina Moreau 13 kwi 2026

Przez chwilę Jonathan wydawał się zaskoczony tym, jak szczera była odmowa w moich oczach. Wkrótce jednak ustąpiło to miejsca zniecierpliwieniu. „Przestań robić awantury, Elise”.

Nienawidziłam tonu, jaki zawsze przybierał, kiedy do mnie mówił. Nawet twarz, którą skrycie podziwiałam od lat, zaczynała tracić swój urok.

„Jestem twoją żoną, prawda? Trafiłam do szpitala z powodu próby samobójczej, a ty nawet nie raczyłeś okazać żadnego współczucia. A co więcej, mówisz teraz do mnie w tak agresywny i oskarżycielski sposób. Jakim prawem tak po mnie depczesz, Jonathanie Ford?”

Mój gniew zdawał się podpalić również jego lont. Zacisnął dłoń na moim nadgarstku i warknął chłodno: „Sama ściągnęłaś to wszystko na siebie”.

Jego uścisk był mocny, a na domiar złego trafił dokładnie w miejsce mojej rany. Skrzywiłam się mimowolnie, ale zmusiłam się, by nie krzyknąć. Łzy napłynęły mi do oczu, a w jego spojrzeniu dostrzegłam, jak bardzo musiałam być żałosna. Ostatkiem sił powstrzymałam płacz.

Wtedy Jonathan nagle mnie puścił, odwrócił i objął od tyłu. Jego głos pozostał chłodny: „Tym razem puszczę to w niepamięć. Ale nigdy więcej nie udawaj samobójstwa, żeby mną manipulować”.

Szamotałam się, ale Jonathan tylko ściskał mnie mocniej, dając jasno do zrozumienia, że nie pozwoli mi pyskować. Dysproporcja sił między nami była zbyt ogromna, i po kilku daremnych próbach uwolnienia się odkryłam, że żadne wiercenie się mi nie pomoże. Więc się poddałam.

Kiedy obudziłam się następnego ranka, Jonathana nie było już obok mnie. Narzuciłam na siebie jakieś ubrania i zeszłam na dół, gdzie zobaczyłam, że on już je śniadanie przy stole.

Kamerdyner, Hugh Stark, przywitał mnie: „Dzień dobry, panno Sawyer”.

Stałam nieruchomo. Jonathan nawet nie podniósł wzroku. „Chodź i zjedz śniadanie”.

To było tylko śniadanie, ale ogromna obfitość dań wprawiła mnie w osłupienie. Zastanawiałam się, czy wszystkie bogate rodziny jadają tak wystawne śniadania.

Usiadłam naprzeciwko Jonathana, a Hugh podał mi miskę owsianki. Natychmiast uderzył mnie zapach mango, więc zmarszczyłam brwi. „Dlaczego jest w tym mango?”

Hugh odpowiedział: „Pani Alicia przysłała je specjalnie dla nas. Mango to jej ulubione owoce i kazała je sprowadzić samolotem z Eulariop…”.

W jednej chwili straciłam apetyt. „Nie będę jadła”.

W pokoju rozległ się dźwięk srebra brzęczącego o porcelanę. Jonathan w końcu na mnie spojrzał i powiedział: „Nie przeginaj, Elise”.

Gniew zapłonął we mnie. „Przeszkadza ci to, że nie zjem teraz tego mango?”

„Nie chcesz ich zjeść tylko dlatego, że przysłała je Alicia, prawda?” Wyraz twarzy Jonathana był lodowaty. „Kiedy przestaniesz być taka zazdrosna, Elise?”

Ja? Zazdrosna o Alicię? Nie wiedziałam, jak Jonathan postrzegał dwudziestopięcioletnią mnie. Być może uważał mnie za małostkową i żałosną. Ale mimo wszystko byłam jego żoną. Jak mógł nie wiedzieć, że mam alergię na mango?

Właśnie miałam się odezwać, kiedy Hugh ogłosił: „Pani Alicia przybyła, proszę pana!”.

Chwilę później rozległ się łagodny głos. „Przeszkadzam w czymś, Jon?”

W drzwiach stanęła smukła sylwetka.

Cała służba domowa, łącznie z Hugh, powitała ją z taką zażyłością, że było jasne, iż jest częstym gościem.

Wystarczyło mi jedno spojrzenie, by wiedzieć, że to Alicia Zimmer.

Zauważyłam też, jak zwracał się do nas Hugh. Byłam prawowitą żoną Jonathana, a on nazywał mnie „panną Sawyer”. Ją z kolei tytułował „panią Alicią”. Było jasne, z kim łączyły go bliższe stosunki.

Nic dziwnego, że w wieku dwudziestu pięciu lat darzyłam Alicię tak silną niechęcią. Byłam prawowitą żoną Jonathana, ale nigdy nie mogłam równać się z jawnym faworyzowaniem, jakie okazywał innej kobiecie — a wszystko to pod pretekstem bycia przyjaciółmi z dzieciństwa. Każdy by się przy tym załamał.

Alicia spojrzała na mnie z udawaną troską. „Panno Sawyer, słyszałam, że… pani się pocięła. Czy już wszystko w porządku?”

Ja tylko prychnęłam, nie siląc się na kulturalną odpowiedź.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Amnezja: Rozwód z moim bezdusznym mężem | StoriesNook