„Elise mogłaby to zrobić, nawet gdyby Jonathan kazał jej się płaszczyć i przepraszać Alicię, nie sądzisz?”
Milczałam jak zaklęta i nie wypowiedziałam ani słowa.
Wszyscy ze mnie drwili, zakładając się o to, czy rzucę Jonathanowi rękawicę.
Cała ich paplanina działała mi na nerwy, więc prychnęłam tylko i odeszłam, nie oglądając się za siebie. Dopiero wtedy głosy za moimi plecami w końcu ucichły, być może z niedowierzania po moim nagłym wyjściu.
Zastanawiałam się, jak by zareagowali, gdyby wiedzieli, że zamierzam się z nim rozwieść.
Wyszłam nad basen z nadzieją, że trochę świeżego powietrza pomoże mi oczyścić umysł.
Ale wkrótce potem pojawiła się tam Alicia. „Panno Sawyer, muszę przyznać — dostrzegam dziś w pani nowe oblicze”.
Zauważyłam, że wyszła za mną sama, więc odpowiedziałam kpiąco: „Wiesz dobrze, jak bardzo cię nienawidzę. Nie boisz się, że mogę cię zaraz wepchnąć do tego basenu?”.
Alicia się uśmiechnęła. „Obawiałam się, że się na to nie odważysz. W końcu wszyscy wiemy, że Jon najpierw uratuje mnie”.
Zacisnęłam wargi, nie zawracając sobie głowy odpowiedzią.
Wtedy podeszła do mnie i rzuciła prowokująco: „Chcesz się założyć, Elise?”.
Wydało mi się to absolutnie absurdalne. „Skoro jesteście w sobie tak zakochani, to dlaczego nie nakłonisz Jonathana do wzięcia ze mną rozwodu? Czujesz tę miłość mocniej, kiedy depczesz po uczuciach drugiego człowieka i odstawiasz tu jakiś tragiczny spektakl, Alicio?”.
Jej twarz spochmurniała. „To wszystko przez to, że nie chciałaś mu dać spokoju! Miałaś czelność próbować się zabić, byle tylko go przy sobie zatrzymać! To, co on do ciebie czuje, to wyłącznie litość!”.
Po czym w mgnieniu oka wróciła do swojego spokojnego i łagodnego usposobienia i zapytała ponownie: „Chcesz się założyć, Elise?”.
Światło odbijało się od zmarszczek na powierzchni basenu. Woda wyglądała na przejrzystą, ale zwodniczo głęboką.
Bez wahania pokręciłam głową. „Nie”.
Nie umiałam pływać.
Moja pospieszna odpowiedź zdawała się zbić Alicię z pantałyku.
Poza tym, nawet gdybym potrafiła pływać, dlaczego miałabym ryzykować życie tylko po to, by sprawdzić, czy mężczyzna kocha bardziej mnie, czy też inną kobietę? Próba tak głupiego czynu jak samobójstwo jeden raz w zupełności wystarczyła. Nigdy nie zrobiłabym tego po raz drugi.
Właśnie kiedy wstałam, dostrzegłam złośliwy błysk w oczach Alicii. Stała za mną i kiedy miałam już odejść, mocno mnie popchnęła. Z głośnym pluskiem wpadłam do wody.
Kiedy wpadłam do wody, wokół mnie rozległy się krzyki. Zaczęłam gwałtownie tonąć, a w tamtym momencie czułam tylko wszechogarniający strach przed utonięciem.
Woda zaczęła wdzierać się do mojego gardła, a płuca zaczęły mnie piec. Walczyłam ze wszystkich sił, żeby wypłynąć na powierzchnię, tylko po to, by zobaczyć, jak znajoma sylwetka płynie szybko w innym kierunku.
Mój mąż, Jonathan, gdy obie wpadłyśmy do basenu, postanowił ratować Alicię.
Przez moją klatkę piersiową przeszył ostry ból. Być może był to ostatni fragment emocji mojej dwudziestopięcioletniej jaźni.
Chociaż zapomniałam o przeszłości i już go nie kochałam, moje ciało pamiętało. Jednak tym razem nawet to ostatnie uczucie, którym go darzyłam, bezpowrotnie we mnie utonęło.
…
Gdy odzyskałam przytomność, leżałam na brzegu basenu.
Zarówno Alicia, jak i ja, zostałyśmy wyłowione. Ją uratował jednak Jonathan, a mnie jakiś nieznajomy. Dość przystojny mężczyzna.
Kiedy tak leżałam na ziemi, on uciskał moją klatkę piersiową dłońmi, starając się wypchnąć wodę, którą zdążyłam połknąć. Z parsknięciem wyplułam z siebie haust wody.
Kątem oka dostrzegłam zbliżającego się Jonathana.
Alicia siedziała, przyciskając kolana do klatki piersiowej, wyglądając na pożałowania godną i delikatną istotę, i wpatrywała się tęsknie w plecy Jonathana.
Jonathan zdawał się właśnie przypomnieć sobie, że ma żonę. Zmarszczył brwi i zapytał: „Nic ci nie jest?”.
Nie zaszczyciłam go odpowiedzią i zaczęłam gramolić się na nogi.
Mężczyzna obok próbował mi pomóc, ale go odepchnęłam. Kiedy Jonathan w końcu stanął tuż przede mną, podniosłam rękę i z całej siły uderzyłam go w twarz.
Zapadła cisza. Wokół zrobiło się tak spokojnie, że słyszałam uciszony oddech każdego z obecnych.
„Weźmy rozwód, Jonathanie”.
Po długiej pauzie usłyszałam własny głos, przecinający tę ciszę: „Potraktuj ten policzek jako alimenty dla swojej byłej żony”.






