Światło księżyca rysowało srebrem po białym futrze Artemis, gdy skakała przede mną przez drzewa, a jej łapy ledwo co zakłócały poszycie lasu. Moja własna forma Likana poruszała się z mniejszą gracją, ale z większą siłą, a każdy krok pokonywał dwukrotnie większą odległość niż normalny krok. Nocne powietrze niosło do mnie jej zapach – dzikiego miodu i górskich ziół, odurzający w swej nowości. Moja p






