Jej słowa zawisły w nocnym powietrzu między nami, pradawne i wiążące, niosąc ze sobą większy ciężar niż jakikolwiek królewski dekret, który wydałem przez dwa stulecia moich rządów. Moje palce mrowiły w miejscach, w których spoczywały na jej talii, ale w piersi czułem ciepło, rosnący żar, który rozpoznałem jako coś potężnego: przynależność. Dwa stulecia czekania, a teraz stała przede mną, ta wilkoł






