Wpatrywałem się w moją kawę, obserwując, jak para unosi się i wiruje w nieruchomym, porannym powietrzu hotelowej jadalni. Dyplomatyczny uśmiech, z którym siedziałem podczas śniadania z Christianem, zaczął ciążyć w kącikach ust, przypominając noszoną zbyt długo maskę. Za oknem świt malował niebo na królewski fiolet — moje barwy, barwy Królestwa — lecz moje myśli plątały się w sieci polityki i unosz






