Siedziałem w bibliotece z Lolą, patrząc, jak popołudniowe światło oprósza oprawione w skórę tomy złotym ciepłem. Znalazła pierwsze wydanie likańskiej poezji – zbiór, który moja prababka opatrzyła na marginesach notatkami zapisanymi eleganckim pismem – i czytała fragmenty na głos tym melodyjnym głosem, od którego Leon wciąż mruczał z zadowolenia. Ta cicha chwila, skradziona pomiędzy spotkaniami i o






