Nie odważyli się dokończyć tej myśli. Przyspieszyli kroku, niemalże uciekając z tych niepokojących wód.
Na środku rozlewiska przywódca krokodyli różańcowych, wylegujący się do połowy w wodzie, leniwie uchylił powieki.
Jego żółte, ostre jak szpary oczy rzuciły spojrzenie tam, gdzie zniknęło tych dwóch mężczyzn. Z jego gardła wydobył się głęboki, gardłowy pomruk, po którym na powierzchni wody pękło






