RONAN
– Alfo… Alfo… – Mace wywołał mnie, nie raz, lecz pięciokrotnie, a jego głos z każdym razem stawał się coraz ostrzejszy, próbując wyrwać mnie z niewidzialnej uwięzi, która przykuwała mój wzrok do Akademii. Budynek majaczył w oddali w sercu Lasu Czarnych Sosen, a jego poszarpana sylwetka odcinała się na tle mrocznego horyzontu niczym bestia skrywająca w trzewiach sekrety. Ja zaś stałem głęboko






