Alcee weszła do gabinetu Torqa i zobaczyła, że opierał się wygodnie w fotelu, zrelaksowany i niewzruszony.
„Prosiłeś, żebym przyszła?”
„Tak” – poklepał się po kolanie. – „Chodź, usiądź.”
„Jeśli to ma dotyczyć Mercurio i mojej matki...” – zawiesiła głos, gdy zmarszczył brwi z dezorientacją. – „Nie dzwonił do ciebie, żeby się poskarżyć?”
„Dzwonił dziś rano, a ja powiedziałem mu, że będę trzymał inte






