Twarz Ziona była posępna, gdy na mnie spojrzał. – Panno Larson, nie powinno pani tu być.
Milczałam. Kiedy policja zabezpieczyła miejsce zdarzenia, wstałam, by poszukać Stevena.
Zastanawiałam się, czy przyszedł tu za mną.
Gorączkowo rozglądałam się za Stevenem. Kiedy w końcu dostrzegłam go po drugiej stronie ulicy, wciąż stojącego w deszczu, zalała mnie fala ulgi.
Wciąż tu był.
– Steven... – chciał






