– Ostatnio trochę zniknąłeś. Wszyscy się o ciebie martwią. – Zmarszczyłam brwi i zmierzyłam go ostrożnym spojrzeniem.
– Nic mi nie jest. Nie potrzebuję niczyjej troski. Możesz już stąd iść. – Zbył mnie.
– Michael! – Natychmiast wyciągnęłam rękę, by przytrzymać drzwi, zanim zdążył je zamknąć. – Jesteś pewien, że nie masz mi nic do powiedzenia?
Miał ponurą minę. Posłał mi chłodne spojrzenie, po czym






