Steven był bardzo ostrożny, powtarzając, bym go nie okłamywała.
Wiedziałam, że jeszcze w pełni mi nie zaufał. Nie powiedziałby mi teraz niczego, nawet gdybym zapytała.
– Chodź, czas do łóżka. – Wprowadziłam Stevena do jego pokoju, podałam mu leki i zmieniłam bandaże na jego dłoniach i stopach.
Gdy rozwijałam gazę z jego stóp, przesiąknięte krwią rany były wręcz wstrząsające.
Zmarszczyłam brwi, czu






