Lily
Miesiąc później...
BYŁA CZWARTA nad ranem, a mnie dzieliły jeszcze trzy i pół godziny od doczołgania się do mojego cudownego, wygodnego, cieplutkiego łóżka – ziewnęłam na samą myśl o nim – kiedy z podjazdu dla karetek dobiegły mnie histeryczne krzyki, a ja natychmiast oprzytomniałam.
– Lily, idziesz ze mną! – ryknął doktor Walker.
Skinęłam głową i zakładałam rękawiczki, wychodząc za nim na ze






