Perspektywa Carltona
Następnego wieczoru wszedłem z Braxem do salonu, i tam był. Adam. Siedział na kanapie, z jednym ramieniem leniwie opartym o oparcie, ale widziałem napięcie w jego postawie, ten dystans w jego oczach.
– Cześć – powiedziałem cicho, gdy weszliśmy do środka.
Adam uniósł głowę i przez ułamek sekundy myślałem, że nie odpowie. Ale potem, ku naszemu zaskoczeniu, odmruknął:
– Cześć. –






