Dłoń Josepha, spoczywająca na jego kolanie, na moment znieruchomiała.
Jego palce lekko się zwinęły.
Jego zazwyczaj zimny, wyrzeźbiony profil stał się odrobinę łagodniejszy.
Odwrócił się, by rzucić okiem w jej stronę.
Na zewnątrz neony migotały i gasły, rzucając zmienne cienie.
Ale piękno Katherine nie malało, nietknięte przez zmieniające się światło.
Jej oczy, czyste i błyszczące niczym winogrona






