Katherine nie przestała. Jej dłoń zawisła blisko ucha Derricka, a jej opuszki palców niemal otarły się o jego płatek.
Jej głos zniżył się do jadowitego szeptu, mrożącego krew w żyłach niczym wąż gotowy do ataku.
"Ja wyrównuję rachunki na miejscu. Nie tak jak ty, dręczony w szkole, udający twardziela dopiero po powrocie do domu" - zakpiła Katherine.
"Kogo wyzywasz?" - Derrick próbował ją odepchnąć,






