Willa na obrzeżach miasta lśniła w ciemności, a jej światła rzucały samotną, izolowaną aurę.
Katherine kucała na zboczu wzgórza po drugiej stronie drogi, obserwując przez lornetkę każdy ruch przy przedniej bramie.
Dokładnie tak, jak się spodziewała, Bradley przybył z kobietą ubraną w czarną szatę u boku. Jej sylwetka była pochylona i cienista, a twarz ukryta przed wzrokiem.
"Kto to jest?" szepnęła






