Katherine spuściła wzrok, walcząc z chęcią przewrócenia oczami. Już w restauracji puściły jej nerwy; następnym razem pewnie naprawdę straciłaby panowanie nad sobą.
– Taa, rozumiem – mruknęła z gorzkim uśmiechem. – W końcu jestem szczurem laboratoryjnym.
Joseph bezradnie wzruszył ramionami. Kot wyciągnął łapę i poklepał ją po ramieniu jak mały metalowy kumpel. – Katie, nie jesteś byle jakim obiekte






