Z perspektywy trzeciej osoby
Ostra, rozwidlona gałąź – wciąż zielona i sprężysta – świsnęła w powietrzu i smagnęła twarz Ulrica Sancheza, a każde uderzenie piekło siłą desperackiej wściekłości. Cios spadł na najbardziej wrażliwe części jego i tak już osłabionego ciała, wprawiając go w osłupienie, a jego twarz wykrzywiła się z bólu i niedowierzania.
Zanim zdążył się otrząsnąć, z ciemności wyrwał si






