Victor rzucił Romanowi kpiące spojrzenie. „Daj spokój. Kiedy twoja matka chciała suplementy uspokajające, ona kupiła podróbki, żeby nie jechać pięciu minut dłużej. Jeśli tak bardzo ci jej żal, dlaczego sam nie weźmiesz winy na siebie?”
Roman wpatrywał się w niego z płonącymi oczyma, zbyt wściekły, by cokolwiek powiedzieć.
„Gadasz o tym, jak to ją kochasz, ale nie zamierzasz za nią beknąć. Typowe”.






