ROZDZIAŁ 103
PERSPEKTYWA ROMANA
Nie wiedziałem, jakim cudem wciąż żyliśmy. Samochód leżał do góry kołami, całkowicie zniszczony; wszędzie było szkło, a metal był pogięty i potargany niczym papier. Przez sekundę panowała cisza, zbyt głęboka, dopóki nie usłyszałem zachrypniętego głosu Dextera z przodu.
– Alfo… Luno…? – wycharczał, kaszląc i próbując się poruszyć. Jego ręka napierała na oklapniętą






