Ciemne chmury kłębiły się na niebie, a w oddali dudnił grzmot. Julian zaciskał dłonie na kierownicy czarnego SUV-a, a pojazd pędził krętą górską drogą.
Seraphina siedziała obok niego sztywno, z dłońmi i stopami wciąż spętanymi; jej blada twarz zdradzała strach i niepokój, które w niej wirowały. Pasy bezpieczeństwa mocno dociskały ją do fotela – co zakrawało na okrutną ironię, zważywszy, że ich cel






