Perspektywa Abla
Gabinet był cichy, z wyjątkiem rytmicznego klikania mojej złotej zapalniczki. Siedziałem za mahoniowym biurkiem, które kiedyś należało do mojego ojca, obserwując przez smog migoczące światła miasta. Miałem dokładnie sześćdziesiąt dni.
Dwa miesiące na rozebranie na części wraku nazwiska Brown, posypanie ziemi solą i powrót do wyrafinowanego powietrza Europy z kapitałem wystarczając






