languageJęzyk

Chude zanurzenie

Autor: Aeliana Thorne 2 kwi 2026

Z perspektywy Bailey

Obudziłam się następnego ranka z rozsadzającym bólem głowy, suchością w ustach przypominającą papier ścierny i żołądkiem przewracającym się z żalu.

Nawet nie pamiętałam, jak znalazłam się w łóżku, a wydarzenia z zeszłej nocy były jak przez mgłę.

Pamiętałam jedynie przygotowywania do imprezy, pieczenie piwa spływającego do gardła... i...

Kaleba.

Otworzyłam szeroko oczy, gdy w mojej głowie przemknęło przebłysk wspomnienia Kaleba całującego mnie.

Usiadłam z głośnym wdechem, od razu tego żałując, gdy w głowie mi boleśnie zabulgotało. Z jękiem wcisnęłam twarz w poduszkę, a to, co było wcześniej rozmytym wspomnieniem, stało się tak żywe jak zapadający w pamięć sen.

Usta Kaleba na moich. Jego mocne dłonie zaciskające się na mojej talii. Żar i podniecenie, które towarzyszyły temu pocałunkowi, głód, uczucie, jakby moje ciało już do mnie nie należało.

Nie. Pokręciłam głową. Musiałam mieć jakieś halucynacje. Kaleb... nigdy by...

Kolejny jęk wymknął się z moich ust, gdy pociągnęłam się za cebulki włosów. Nie było mowy, żeby Kaleb mnie pocałował. Wydawało się to snem, więc musiało nim być. Tak. Tylko głupi, pijacki sen, nic więcej.

Przestałam ciągnąć się za włosy i spojrzałam w sufit, przygryzając dolną wargę zębami. Moje usta wciąż mrowiły, jakby to pamiętały, co utrudniało mi odrzucenie tej myśli.

– Boże – mruknęłam, przyciskając dłonie do twarzy. – Tracę zmysły.

Właśnie gdy miałam w to uwierzyć, że to był tylko sen, usłyszałam głośne pukanie do drzwi.

– Bailey! – zawołał David. – Śniadanie!

– Już idę! – odkrzyknęłam, ale tak naprawdę nie byłam głodna, i wiedziałam, że pewien ktoś tam będzie.

Biorąc głęboki oddech, wstałam z łóżka i poszłam wziąć prysznic. Powtarzałam sobie, że to tylko dziwny sen, i to trochę pomogło.

Moje serce przestało szaleńczo bić, a zamiast tego poczułam lekkie rozczarowanie. Ale to było normalne, bo niby dlaczego Kaleb miałby pocałować akurat mnie?

Spojrzałam na swoje odbicie, zanim wyszłam z pokoju. Rozczochrany kok, zarumienione policzki i lekko opuchnięte usta.

Mój kciuk przejechał po dolnej wardze. – To był tylko sen, Bailey – powiedziałam do swojego odbicia. – Tylko sen.

W kuchni przywitał mnie zapach boczku i kawy. Mój żołądek zaburczał w odpowiedzi, ale moje kroki zwolniły, gdy dostrzegłam go siedzącego przy stole. Kaleb wyglądał na niewzruszonego, z rozczochranymi brązowymi włosami, jakby dopiero co wyskoczył z łóżka, tatuażami wystającymi spod t-shirtu, z kubkiem kawy w jednej dłoni, podczas gdy drugą swobodnie przewijał coś na telefonie.

Podniósł wzrok, i nasze spojrzenia się spotkały.

Moje serce na chwilę zamarło, a w żołądku przewróciło mi się bynajmniej nie z głodu, ale z niepokoju.

– Dzień dobry, Bails. – Przywitał się z lekkim uśmiechem.

Skinęłam głową, badając jego reakcję. Może to naprawdę był tylko sen. Teraz musiałam po prostu zachowywać się normalnie.

– Dzień dobry... Kaleb.

David siedział naprzeciwko niego, pakując sobie do ust jajecznicę. Jego oczy przeniosły się na mnie, gdy usiadłam, a jego brew wygięła się w sposób, który zwiastował, że będzie mnie beształ.

– Byłaś wczoraj pijana. – Zrobił pauzę, a ja walczyłam z chęcią wywrócenia oczami. – Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci pić.

– Wzięłam tylko jeden kubek, wielkie mi co. – Prychnęłam, a w klatce piersiowej wzbierała we mnie irytacja.

– Wielkie mi co? – David zadrwił, wymachując w moją stronę widelcem. – Słyszałem też, że grałaś w tym stanie w prawdę czy wyzwanie.

– Sam mnie zaprosiłeś, więc jeśli chciałeś, żebym tylko siedziała i nic nie robiła, trzeba było zostawić mnie w pokoju.

– To dlatego, że myślałem, iż będziesz wystarczająco odpowiedzialna, żeby nie zrobić czegoś głupiego. Gdyby nie Kaleb, kto wie, kto utknąłby z tobą w szafie...

– Co? – Przerwałam mu, patrząc to na jednego, to na drugiego. Dlaczego David mówił o tym, co wydarzyło się w moim śnie?

David pokręcił głową na mój widok. – Czy to nie ty i Kaleb byliście w szafie podczas siedmiu minut w niebie?

O mało nie udławiłam się jedzeniem, podczas gdy Kaleb pozostał niewzruszony. Zamiast tego swobodnie oparł się na krześle.

– Była pijana – powiedział Kaleb gładko, zanim zdążyłam się odezwać. Jego oczy powędrowały na Davida, nie na mnie. – Wyglądało na to, że ktoś dosypał jej czegoś do drinka, więc po prostu na nią uważałem, jak to zawsze robię.

David zaszczekał śmiechem, klepiąc Kaleba po ramieniu. – Dzięki stary, Bóg jeden wie, co by się stało, gdyby cię tam nie było.

– Nie ma za co, Bailey jest dla mnie jak rodzina – mruknął Kaleb, biorąc kolejny łyk kawy.

Jego słowa zapiekły i siedziałam tam, zastanawiając się, czy to wszystko rzeczywiście było snem. Moja klatka piersiowa ciążyła od nieznanego mi uczucia, czegoś, co paliło głębiej niż kac.

Bez słowa rzuciłam widelec i wstałam.

– Bailey? – zawołał za mną David, ale nie obejrzałam się. Przeszłam gniewnym krokiem korytarz, dopóki nie wyczułam za sobą czyjejś obecności.

– Bailey, poczekaj. – Dłoń zacisnęła się na moim ramieniu, mocno, lecz delikatnie, i nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, kto to był.

– Puść. – Spróbowałam się wyrwać, ale jego uścisk tylko się zacieśnił.

Kaleb stanął przede mną, a jego spojrzenie napotkało moje. – Co do zeszłej nocy. Zapomnijmy, że to się kiedykolwiek wydarzyło. – Ściszył głos, jakby powierzał mi zakazany sekret, i wtedy już wiedziałam.

To nie był sen.

– Co się wydarzyło zeszłej nocy? – Udałam ignorancję, po czym w końcu wyrwałam się z jego uścisku.

Oczy Kaleba zabłysły przez moment, a jego brwi ściągnęły się. – Nie pamiętasz?

Miałam ochotę się roześmiać, ale po prostu wzruszyłam ramionami.

– Sam powiedziałeś, że byłam pijana. Więc nic nie pamiętam, zrobiłam coś głupiego?

Jego szczęka napięła się, i gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że jest rozczarowany.

– Bailey...

– Nie musisz się o mnie martwić, Kaleb. – Zaczęłam, a mój głos był zaskakująco stanowczy. – Nie jestem już dzieckiem, którego musisz pilnować. I myślę, że już to zobaczyłeś. – Zakończyłam, nawiązując do momentu, w którym zsunął mi się ręcznik.

Oczy Kaleba pociemniały, ale odwrócił się ode mnie, łapiąc aluzję. – Przepraszam...

Wymusiłam uśmiech. – Ta, i witaj z powrotem, chyba nie powiedziałam ci tego wczoraj.

Odwróciłam się, zanim zdążył powiedzieć choć słowo więcej, a mój uśmiech zniknął.

Skoro zamierzał mnie odprawić po tym, jak mnie pocałował, to niech tak będzie. Wolałam udawać, niż być traktowana jako pomyłka.

***

Późnym popołudniem słońce prażyło bezlitośnie i nie mogłam już znieść duszącego powietrza w domu. Moje nerwy wciąż brzęczały od rana, a każde słowo Kaleba odtwarzało się w mojej głowie.

Pomyślałam więc, że szybka kąpiel w jeziorze mnie ochłodzi. Jezioro lśniło tuż za ścianą drzew, chłodne i kuszące. Przebrałam się w bikini, wsunęłam je pod szorty i koszulkę, i ruszyłam w dół wydeptanej drewnianej ścieżki.

Najpierw zamoczyłam stopy w wodzie, wypuszczając z ulgą westchnienie na to orzeźwiające uczucie. Powoli i delikatnie zdjęłam szorty i koszulkę, po czym zanurkowałam, pozwalając wodzie owinąć mnie jak jedwab.

Gdy zamknęłam oczy, poczułam, jak zmywa z siebie upał i trochę mojej frustracji. Pozwoliłam sobie unosić się na plecach, słuchając łagodnego plusku fal. Przez kilka błogich minut zapomniałam nawet, że Kaleb w ogóle istnieje.

– Dobrze się bawisz bez nas?

Wzdrygnęłam się na dźwięk głosu Davida, odwracając gwałtownie głowę, by zobaczyć, jak on i Kaleb wyłaniają się ze ścieżki, obaj bez koszulek i niosący piwa.

Przewróciłam na nich oczami, udając, że nie zauważam ich obecności.

David odrzucił koszulkę na bok, uśmiechając się, i dał nurka prosto do wody. Kaleb jednakże się nie spieszył.

Zdjął koszulkę ostrym szarpnięciem, odsłaniając wyraźne zarysy swoich mięśni brzucha. Potem na ziemię opadły jego szorty, pozostawiając go w ciemnych kąpielówkach, które przylegały nisko do jego bioder, ukazując linię V, która prowadziła do końca jego torsu.

Starałam się nie patrzeć. Naprawdę się starałam. Ale nie mogłam się powstrzymać. Moje spojrzenie zatrzymało się na nim trochę za długo, chłonąc każdy jego ruch, każdą falę mięśni, gdy wkraczał do wody.

Przełknęłam ciężko ślinę, zmuszając się do odwrócenia wzroku.

Opanuj się, Bailey.

Pływaliśmy we trójkę bez celu przez jakiś czas, a ja pilnowałam się, by trzymać się z dala od Kaleba.

Ale jego oczy wciąż na mnie wędrowały, a każde spojrzenie paliło, uniemożliwiając mi normalne oddychanie.

Nagle na pomoście zadzwonił telefon Davida. Zaklął pod nosem, brodząc z powrotem, by go odebrać. – To pewnie mama z tatą. Nie utoń bez mnie.

Gdy David odszedł, zostałam z nim sama.

Pływałam dalej, skupiając się na utrzymaniu równego tempa, odmawiając zauważenia zmiany w atmosferze.

Spróbowałam zastosować pewną technikę pływacką, którą widziałam wcześniej w internecie, co ostatecznie okazało się moim największym błędem.

Gdy zanurkowałam głębiej, wtedy to poczułam – nagłe luzowanie się ramiączka na ramieniu.

Moje ramiączko od bikini.

Potem moja góra od bikini się zsunęła i odpłynęła jak maleńka flaga upokorzenia, niesiona przez wodę prosto do Kaleba.

Zapachło mi w piersiach, a moje policzki zapłonęły purpurą, gdy wybuchła we mnie panika. Natychmiast odwróciłam się plecami, krzyżując ramiona na piersi.

Co to, do cholery, za sytuacja?!!

Dlaczego teraz?!

Zamarłam, gdy poczułam, jak przedziera się przez fale do mnie.

– Nie podchodź bliżej! – syknęłam, ale niewiele mogłam zrobić.

– Mogę ci pomóc.

– Nie waż się!

Mimo mojej desperackiej prośby, Kaleb wciąż płynął w moją stronę, a mój stanik zwisał między jego palcami.

Mój umysł był wtedy zupełnie pusty, a ja po prostu zanurzyłam się głębiej, woda zabrała mi oddech, gdy próbowałam się przed nim ukryć.

Zimna woda w żaden sposób nie uśmierzyła gorąca ogarniającego moje ciało. Kopałam nogami mocniej, głębiej, zdesperowana, by uciec zarówno przed nim, jak i przed samą sobą. Ale wtedy ostry ból przeszył moją łydkę.

– Agh – szarpnęłam się pod wodą, a z moich ust uciekły bąbelki powietrza. Moja noga zesztywniała, odmawiając posłuszeństwa. Moje płuca płonęły, gdy zaczęłam tonąć, a powierzchnia uciekała coraz dalej z mojego zasięgu.

Wyciągnęłam słabo rękę, a wtedy mocna dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Z niekłamaną siłą zostałam wyciągnięta w górę, przebijając się przez powierzchnię z gwałtownym pluskiem.

Złapałam powietrze, wykasłując wodę, która dostała mi się do płuc. Bez namysłu uczepiłam się go. I wtedy uświadomiłam sobie...

Moja naga klatka piersiowa przylegała do jego. Skóra do skóry.

Każdy nerw we mnie zesztywniał. I czułam, że on też zamarł.

Jego serce waliło o mnie szybciej, mocniej, wtórując mojemu. Próbowałam się wykręcić, ale to tylko sprawiło, że przycisnęłam się do niego jeszcze bardziej.

– Nie ruszaj się... – sapnął Kaleb, a jego głos był szorstki i napięty.

Wtedy to poczułam. Poczułam go, jak twardy napiera na mój brzuch pod powierzchnią wody.

O Boże.

– P-puść mnie... – Miałam ochotę uderzyć samą siebie za to zająknięcie, ale rozpadałam się na kawałki.

Jęk zaburczał w jego piersi, szczęka była napięta, a oczy ciemne, jakby walczył z czymś dzikim w swoim wnętrzu. A mimo to jego uścisk wcale nie zelżał.

Powietrze między nami wydawało się gorętsze niż ogień, gęstsze niż woda, w której się unosiliśmy.

Powinnam była krzyczeć, uderzać, kopać i odepchnąć go. Ale jedyne, co potrafiłam zrobić, to drżeć, uwięziona przy nim, w jego bliskości, w jego gorącu.

– Bailey... – jego głos obniżył się niebezpiecznie, brzmiąc jak ostrzeżenie i wyznanie zarazem. – Doprowadzasz mnie do szału...

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Chude zanurzenie - Pijany zakład: Romans z najlepszym przyjacielem brata | StoriesNook