Z perspektywy Kaleba
Chodziłem tam i z powrotem od jakiegoś czasu, raz po raz przeczesując dłonią włosy.
Jedyne, o czym mogłem myśleć, to ona, jej ciało, jej usta, jej oczy.
Zeszłej nocy w schowku pocałowała mnie, po czym uciekła, a mój umysł nie przestawał odtwarzać tego w kółko.
Ten pocałunek był ogniem. Przysięgałem, że zostaniemy przyjaciółmi, wmawiając to sobie tak długo, aż w to uwierzyłem.






