languageJęzyk

Siedem minut w niebie

Autor: Aeliana Thorne 2 kwi 2026

Z perspektywy Bailey

W szafie było duszno i ciemno, a jedyne światło pochodziło z cienkiej szczeliny pod drzwiami. Moje plecy przywierały do drzwi i wyraźnie czułam muzykę z zewnątrz, dudniącą jak drugie bicie serca.

Kaleb oparł się swobodnie o przeciwległą ścianę, przyglądając mi się zwężonymi oczami.

– Dlaczego traktujesz mnie ozięble, Bails? – przerwał w końcu ciszę, a ja nie mogłam powstrzymać się od prychnięcia.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. – Skrzyżowałam ramiona na piersi, wbijając wzrok w swoje trampki. Nawet podłoga wirowała, co u licha było ze mną nie tak?

Kaleb wyprostował się, a jego spojrzenie stwardniało. – Więc na mnie spójrz.

W jego tonie nie było krzty zabawy, co na chwilę zbiło mnie z pantałyku.

Kaleb czekał, ale nie mogłam na niego spojrzeć, nie z głową bujającą w obłokach. I to nie było wszystko. Najbardziej irytowało mnie jego opanowanie. Był zbyt spokojny, niemal niewzruszony, nawet po tym, co się stało.

– Zamierzasz po prostu udawać, że wszystko jest w porządku? – warknęłam, przenosząc wzrok na stary wieszak na ubrania obok mnie, byle tylko nie na niego.

– A czy coś jest nie w porządku? – zapytał, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, a ja prawie zaśmiałam się z samej siebie, z faktu, że myślałam, iż to na niego wpłynie.

– Niech będzie. – Wzruszyłam ramionami, zatapiając zęby w dolnej wardze.

Boże, dlaczego to mnie tak bardzo irytuje?

Moja klatka piersiowa bolała boleśnie, a pokój wirował, zmuszając mnie do chwiania się w miejscu.

– Ej, spokojnie. – Poczułam, jak jego dłonie opadają na moje ramiona, ale ten kontakt przyniósł więcej szkody niż pożytku.

– Nic mi nie jest. – Zrzuciłam jego ręce, a w moim głosie zabrzmiała nuta jadu. Miałam nadzieję, że ukryje ona ukryte pod spodem drżenie.

Oczy Kaleba rozszerzyły się, po czym zwęziły, jego ostre spojrzenie badało mnie, jakbym była okazem pod mikroskopem.

– Ile wypiłaś? – zapytał, ale zabrzmiało to jak rozkaz, zupełnie jak wtedy, gdy mój brat na mnie krzyczy.

Ale Kaleb nie był moim bratem. Nie byłam mu więc winna żadnych wyjaśnień.

– Co ci do tego? – warknęłam.

– Bailey...

– Wiesz, czego nie mówić. – Podniosłam rękę, żeby go powstrzymać, już domyślając się, co powie za chwilę. – Zaraz powiesz, że to dlatego, że jestem młodszą siostrą twojego najlepszego przyjaciela, albo dlatego, że leży ci na sercu moje dobro, albo użyjesz innej gównianej wymówki, która wpadnie ci do głowy...

Moja klatka piersiowa falowała, gdy zrobiłam krok do przodu, znajdując wreszcie odwagę, by na niego spojrzeć. Czułam, jak moje emocje wypływają ze mnie niczym woda z przerwanej tamy, przelewając się i topiąc mnie.

– Zaraz powiesz, że nie jestem wystarczająco dorosła, żeby pić, albo jestem zbyt dziecinna, by zrozumieć prawdziwy świat...

Powinnam się zamknąć. Powinnam przestać mówić i po prostu poczekać, aż te siedem minut minie. Byłam pijana i wiedziałam o tym. Nie miałam sensu i wiedziałam o tym. Ale nawet wtedy czułam, że wybuchnę, jeśli nadal będę tłumić w sobie te szalejące uczucia.

Kaleb obserwował mnie w milczeniu, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. To rozwścieczyło mnie tylko jeszcze bardziej.

– Ty!... – Moje dłonie zacisnęły się w pięści, które z czystej frustracji uderzyły w jego klatkę piersiową. Ledwie zareagował, więc uderzałam go dalej. – Prawdopodobnie widzisz we mnie tylko głupiutką nastolatkę, którą nie masz wyjścia, jak tylko się opiekować – syknęłam, słabo uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. – Tylko za to mnie masz, prawda?

Nienawidziłam tego, jak łamał mi się głos, jak mój gniew przechodził w coś, czego nie chciałam, by usłyszał. W gardle czułam większy ucisk niż węzeł w piersi i żałowałam, że nie mogę zrzucić na alkohol winy za łzy szczypiące w oczy.

– Ostatecznie... – urwałam, a moje pięści drżały na nim. – ...nigdy nie spojrzysz na mnie tak, jak ja na ciebie.

Wyznanie wymsknęło mi się, zanim zdążyłam je powstrzymać. Słowa zawisły ciężko między nami, głośniejsze niż bas dudniący za drzwiami.

Nastała chwila potwornej ciszy. Trzymałam głowę nisko, nie mogąc spojrzeć mu w oczy. Po prostu tam stałam, uświadamiając sobie, że powiedziałam coś, co nigdy nie powinno zostać wypowiedziane, a to uświadomienie uderzyło mnie mocniej niż piorun.

– Powiedz coś. – Moje pięści zacisnęły się na jego koszuli, a ja bałam się, że mnie wyśmieje, albo, co gorsza, zacznie mi współczuć.

Gdy nie padła żadna odpowiedź, odezwałam się ponownie.

– Dlaczego wyjechałeś, nic nie mówiąc? – szepnęłam chrapliwie, zadając pytanie, które zadawałam sobie przez ostatnie pięć lat od jego wyjazdu. – Jestem pewna, że dałeś Davidowi jakieś wyjaśnienie... więc to po prostu znaczy, że nie byłam warta zachodu, co?

Czekałam znowu, ale on milczał.

– Boże, nienawidzę cię. – Samotna łza spłynęła po moim policzku, a moje ramiona opadły, gdy w końcu zaakceptowałam prawdę. Ale to, czego nienawidziłam bardziej niż czegokolwiek innego, to fakt, jak bardzo potrafił sprawić, że czułam się mała, niewidzialna, a jednocześnie całkowicie pochłonięta jego obecnością.

– Jeszcze dwie minuty!! – zawołał ktoś z zewnątrz, a ja wypuściłam westchnienie, po czym go puściłam.

Ale w chwili, gdy zrobiłam krok w tył, ramiona Kaleba owinęły się wokół mojej talii.

Sapnęłam, gdy przyciągnął mnie do siebie, a moje dłonie wylądowały płasko na jego klatce piersiowej.

– Co...

Moje słowa zostały urwane, gdy jego usta zderzyły się z moimi.

To było tak, jakby świat zamarł.

Powietrze w szafie nagle stało się gęstsze, a ja ledwo mogłam cokolwiek przetworzyć. Ale jedną rzeczą, którą wyraźnie czułam, były jego usta, jedyną rzeczą, którą mogłam poczuć, były jego usta.

Nie były delikatne. Nie były ostrożne.

Były pośpieszne, gorące i chaotyczne: niemal zdesperowane, jakby przez cały ten czas się powstrzymywał. Jego usta zagarnęły moje z głodem, który ukradł mi dech w piersiach, i na sekundę zapomniałam, jak się myśli.

Smakował piwem i słabym śladem dymu, a kiedy pochylił głowę, pozwalając swojemu językowi badać dalej, rozpadłam się, a moje kolana omal się nie ugięły.

Byłam boleśnie świadoma ciepła jego ciała przyciśniętego do mojego, bojąc się, że poczuje, jak mocno bije moje serce. Jego ramiona zacisnęły się mocniej wokół mojej talii, zatrzymując mnie w miejscu.

To nie był Kaleb, który droczył się ze mną, gdy dorastaliśmy, to nie był ten, który żartobliwie mierzwił mi włosy, gdy byłam zdenerwowana, to nie był ten, który wziął mnie za rękę w ciemności, gdy byłam dzieckiem. To był zupełnie ktoś inny, ktoś, kogo z trudem rozpoznawałam, ale pośród tej obcości, złapałam się na tym, że byłam ciekawa, by poznać go lepiej.

Więc oddałam pocałunek.

Roztopiłam się w nim, podążając za jego prowadzeniem, pozwalając jego ustom kraść kawałki mnie, o których przysięgałam, że nigdy ich nie oddam.

A potem, równie nagle, jak to się zaczęło, skończyło się.

Kaleb odskoczył do tyłu, jakby się poparzył, jego klatka piersiowa ciężko falowała, a oczy były szeroko otwarte z szoku, niemal przerażone.

Stałam zamrożona, gdy mgła ustępowała z mojego umysłu. Moje palce instynktownie powędrowały do moich warg, które wciąż pulsowały od jego dotyku. Moje serce siało spustoszenie we mnie, rzucając się, jakby próbowało uciec z klatki piersiowej.

Potem zapadła niepokojąca cisza. Żadne z nas nie odważyło się jej przerwać. Nie potrafiliśmy.

Ciężar tego, co się właśnie wydarzyło, mocno naciskał między nami, gęsty i duszący.

A potem...

Drzwi szafy otworzyły się z rozmachem.

Światło wpadło do środka, a wiwaty wybuchły z tłumu na zewnątrz, przywracając nas do rzeczywistości.

– Czas minął! – ktoś się zaśmiał.

Kaleb natychmiast cofnął się, zaciskając szczękę, i wyszedł, nie poświęcając mi nawet jednego spojrzenia.

Moje nogi w końcu odmówiły mi posłuszeństwa, i oparłam plecy o ścianę, żeby utrzymać równowagę, oszołomiona.

Co tu się do cholery właśnie wydarzyło?

Kaleb nie obejrzał się za siebie, zamiast tego naturalnie wtopił się w hałas i chaos imprezy, jakby nic się nie stało.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Siedem minut w niebie - Pijany zakład: Romans z najlepszym przyjacielem brata | StoriesNook