Z perspektywy Bailey
– Dostałam się na studia, a ty kupujesz mi miskę z Chipotle – mruknęłam, wgryzając się w moje jedzenie.
– Obiecałem ci jutro imprezę, czyż nie?
i to ty nalegałaś, że chcesz tu zjeść dzisiejszego wieczoru. – powiedział David, a ja go zignorowałam, skupiając się na jedzeniu.
Kaleb siedział naprzeciwko nas, opierając łokcie o stół, jedząc powoli i uśmiechając się, obserwując naszą sprzeczkę.
Jego przydługie, brązowe włosy lekko opadały mu na oczy, i nienawidziłam tego, jak w żołądku mi się przewracało za każdym razem, gdy podnosił wzrok.
Chipotle u Berry'ego było tradycją, jadłam tu każdego lata odkąd pamiętam i, jak zawsze, jedzenie nadal było obłędne.
– Cieszę się, że tu jesteś – powiedział do niego David, celując widelcem przez stół. – Nie daję już z nią rady. Jej niewyparzony język staje się tym ostrzejszy, im jest starsza.
Przewróciłam oczami na brata i wepchnęłam kolejny kęs do ust.
– Nie obwiniaj mnie, bo mówię prawdę – mruknęłam. – Przegrałeś zakład i kupujesz mi tylko jedzenie, jesteś taki skąpy, David.
David założył się ze mną, że nie dostanę się do Brown; to był jego sposób na zachęcenie mnie do nauki.
Obiecał również, że jeśli jakimś cudem mi się to uda, kupi mi coś, co kocham, a jego genialnym pomysłem było zafundowanie mi jedzenia.
Kaleb zaśmiał się cicho, patrząc na mnie. Szybko spuściłam wzrok, ciężko przełykając ślinę. Stało się zbyt oczywiste, że w jego obecności nie potrafię zachować racjonalności.
Nie mogłam już dłużej ufać własnym myślom ani swojemu ciału, nie kiedy on był w pobliżu. Wszystko, o czym mogłam myśleć, to ten pocałunek na plaży, sposób, w jaki jego ciało przylegało do mojego, odcisk jego twardości na moim brzuchu, gorąc, który kradł mi dech.
Nie powinnam o tym myśleć w tym miejscu, u Berry'ego, w trakcie kolacji z moim bratem. Ale wspomnienie nie chciało mnie opuścić.
– Kaleb!
Dźwięk jej głosu sprawił, że zesztywniałam.
Wszyscy odwróciliśmy się jak jeden mąż, by zobaczyć Lilę. Sama królowa ulu zaszczyciła Pawley swoją obecnością na lato.
Przeszła w naszą stronę, jakby restauracja była jej wybiegiem; lśniące włosy falowały, usta pomalowane były w idealnym odcieniu różu. Najpierw spojrzała na Kaleba, potem na Davida, prześlizgując się po mnie wzrokiem, jakbym była niewidzialna.
– Jesteś w mieście? – uśmiechnęła się szeroko. – Mogę tu usiąść?
Mój widelec zatrzymał się w połowie drogi do ust. Usiąść tu? Przy naszym stole?
To była nasza letnia tradycja. Ja, Kaleb i David.
– Jasne, oczywiście – powiedział Kaleb, a ona z zadowoleniem wsunęła się do boksu tuż obok niego.
– Cześć, David – powiedziała swobodnie. Jej oczy przeniosły się na mnie.
– I... czy to Bailey? Smarkata Bailey?
Moja twarz zapłonęła.
Skinęłam sztywno głową, odwracając wzrok.
– Wyglądasz... – Przechyliła głowę, przyglądając mi się powoli.
– Teraz... jak człowiek.
Jak człowiek? Czy wcześniej wyglądałam jak zwierzę?
Odwróciła całe ciało w stronę Kaleba.
– Nie mówiłeś mi, że wracasz – powiedziała do niego, ocierając dłonią o jego ramię.
Zacisnęłam palce na widelcu tak mocno, że zakaszlałam. David podał mi szklankę wody, a ja przełknęłam ją duszkiem.
Między Lilą a Kalebem zawsze coś było.
Każdego lata flirtowali ze sobą, sypiali ze sobą, potem przestawali rozmawiać, tylko po to, by w kolejne lato wrócić do tego, jakby nic się nie stało.
Zerwali ze sobą tamtego lata, pięć lat temu, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Ale to, jak się do niego przytulała i sposób, w jaki on się uśmiechał, sprawiało, że zastanawiałam się, czy to w ogóle miało swój koniec.
Miała do niego prawo, a ja tego nienawidziłam.
Jej wzrok padł na kartkę papieru, którą David niedbale rzucił na stół wcześniej.
Była to lista rzeczy, które musiał kupić na imprezę.
Podniosła ją między dwoma wypielęgnowanymi palcami. – Co to jest? – zapytała.
– Organizujemy jutro imprezę. Bailey dostała się na studia. – powiedział David.
Oczy Lili przeskoczyły na mnie, potem z powrotem na niego. – Impreza? Brzmi fajnie.
– Powinnaś wpaść. – rzucił swobodnie David.
– Tak – dodał Kaleb, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Powinnaś wpaść.
Oczywiście, że ją zaprosił.
Uśmiech Lili się poszerzył. – Oczywiście, że będę.
Mój widelec wyślizgnął mi się z palców i z brzękiem spadł na podłogę.
– Przyniosę ci nowy widelec – powiedział Kaleb, już wstając.
Szybko pokręciłam głową. – Nie kłopocz się. Nie jestem już głodna.
Zignorował mnie i ruszył w stronę lady, zostawiając mnie z Davidem i Lilą.
– Och... Gratulacje, kochana – powiedziała w końcu Lila, obdarzając mnie jednym spojrzeniem.
– Jeśli chodzi o te studia. – Rzuciła to tak, jakby nic nie znaczyło.
Kto dał Kalebowi pozwolenie na zaproszenie jej na moją imprezę?
Kopnęłam Davida w piszczel pod stołem, a on się skrzywił. – Au! Za co to było?
– Za bycie bezużytecznym – warknęłam.
– Co się z tobą dzisiaj dzieje, Bailey? – zapytał David.
– Nic – mruknęłam.
Lila oparła brodę na dłoni, z błyszczącymi oczami. – Więc, Bailey, wciąż chodzisz za Kalebem? Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
Wpatrywałam się w stół z zaciśniętą szczęką.
– Tak samo, jak ty chodzisz za każdym facetem, który ma puls. – mruknęłam.
– Yhym – mruknęła Lila, niezainteresowana. Jej oczy śledziły Kaleba po drugiej stronie sali niczym jastrząb.
Miałam ochotę chlusnąć jej napojem w twarz.
Kaleb wrócił chwilę później z nowym zestawem sztućców, przysuwając je przed mnie. Jego dłoń lekko musnęła moją, i nawet ten mały dotyk sprawił, że ciepło spłynęło po moim ramieniu.
– Dzięki – mruknęłam, unikając jego wzroku.
Odwrócił się z powrotem do Lili i ponownie obdarzył ją pełną uwagą.
Dźgnęłam kawałek kurczaka, wściekła. Śmiali się z czegoś, co powiedziała, a on pochylił się do niej nieco bliżej.
– Kaleb, mógłbyś odprowadzić mnie do wyjścia?
Moja głowa odskoczyła w górę.
Zatrzepotała do niego rzęsami. – Jestem pewna, że nie będą mieli nic przeciwko. – Dodała, zerkając na mnie i Davida.
Kaleb wstał. – Jasne.
Spojrzałam na niego.
Mój apetyt zniknął i odsunęłam miskę od siebie.
– Skończyłaś? – zapytał David, zerkając na moje jedzenie.
– Tak – warknęłam.
Zabrał mój talerz i zaczął jeść.
Wierciłam się, odliczając minuty, przez które go nie było. David był zbyt pochłonięty moim talerzem, by zauważyć mój niepokój.
Nie mogłam usiedzieć w miejscu, a moje oczy ciągle wędrowały w stronę drzwi. Co oni tam robili? Rozmawiali? Śmiali się? A może co gorsza, całowali?
W końcu wstałam.
– Dokąd idziesz? – zapytał David.
– Do łazienki – skłamałam.
Wyszłam na zewnątrz, a chłodne nocne powietrze uderzyło mnie w twarz.
Wreszcie ich zobaczyłam;
Kaleb stał naprzeciwko Lili, która opierała się plecami o swój samochód.
Odchylała się do tyłu, uśmiechając się do niego, z dłonią opartą na jego klatce piersiowej.
A on się nie odsuwał.
Serce we mnie zamarło.
Odchyliła głowę w górę.
Nie powstrzymał jej, chociaż ich twarze dzieliły centymetry.
Sapnęłam cicho,
Czy zamierzał ją pocałować?
Moja klatka piersiowa ścisnęła się tak mocno, że nie mogłam oddychać. Nie mogłam już dłużej na to patrzeć; odwróciłam się natychmiast, wracając do środka.






